sobota, 17 października 2015

Rozdział 5 Niczym, sztylet wbity, w serce.

Cześć, Kochani.
Przepraszam, tych, którzy czytają tego bloga ( pewnie jest to tylko parę osób no ale.) za to że tak dawno niczego nie dodawałam, ale wiecie szkoła i w ogóle, teraz jeśli tylko będziecie czytać to będę dodawała wpisy regularnie co tydzień, tylko piszcie czy jesteście ciekawi dalszych losów bohaterów, i czy chcecie bym dodawała dalsze rozdziały.



Różowa, ,, księżniczka, powiedziała jej że nie ma żalu, zrozumiała ją choć w jej ślicznych ciemnych niczym węgiel oczkach krył się smutek, może nawet odrobina żalu, za to że nie miała możliwości by pokazać że ona też ją kochała, i jego kochała ich mimo że ich jeszcze nie znała, chciała być częścią ich świata, lecz oni nie dali jej na to szansy, bo byli zupełnie innymi osobami którzy nie potrafili się połączyć i stworzyć całości, takiego węzła który ich będzie trzymał zawsze razem, musieli się stracić.

Chwile to trwało zanim odzyskała pełną ostrość i zrozumiała gdzie jest, to nie był sen, leżała w łóżku szpitalnym podłączona do kroplówki, jej ciało było blade i zimne niczym ciało nowo narodzonego wampira, jednak zupełnie słabe nie to co ciało takiego Edwarda, silne, opanowane jej ciało było kruche i się trzęsło z zimna ale przede wszystkim, ze strachu na myśl o tym co będzie dalej.
Niczego nie zdążyli przedyskutować, nie wiedziała co chciał jej powiedzieć.
Przed jej oczami ukazał się cudowny obrazek, ona z nim, trzymająca w dłoniach małe stworzenie.
Tak bardzo pragnęła, by ten obrazek stał się rzeczywistością, westchnęła wpatrują się w ciemnozieloną ścianę szpitalnej sali.
Po chwili jednak jej wzrok przykuły drzwi w których stał Ross, rozchyliła delikatnie usta jakby chciała coś powiedzieć ale nie mogła.
Podszedł do niej, usiadł na krześle przy jej łóżku patrzyła cały czas na niego, wzrokiem mówiącym ,, Zamierz, mnie stąd, zabierz mnie do domu i przytul mocno'', nie mogła tego opanować tak bardzo chciała, by chociaż chwycił jej dłoń.
- Ross, ja.
Zaczęła, łamliwym cichym głosem, myślała że wyjdzie jej to lepiej.
- Daj, spokój, odwalasz niezłą szopkę, co to w ogóle, ma być?
Powiedział sucho i nieprzyjemnie, Vanessa poczuła jak ściska ją w gardle.
- Ross, nie chciałam tego, przestraszyłam się gdy zobaczyłam Laurę.
Wydukała.
- Ja, też, dlatego więcej nie będę ryzykował.
- Co masz na myśli?
Czuła jak wzrasta w niej niepewność.
- Nie, będziemy, się więcej spotykać, od początku chciałem Ci to powiedzieć, nie nadaję się do wychowywania dzieci.
Powiedział, stanowczo.
- Ross, ale ja też nie, i boję się ale razem, damy radę.
Wyciągnęła swoją dłoń w jego stronę i opuszkami swoich palców przesunęła po jego dłoni.
- Nie, Vanessa.
Zaprzeczył, a ona chwyciła jego dłoń mocniej, na co on uwolnił swoją dłoń z uścisku jej dłoni.
- Vanessa, ja nie będę udawał, nie kocham Cię rozumiesz to? Owszem pociągasz mnie, i gdybym mógł teraz się z Tobą przespać to bym to zrobił, lubię Cię mieć, w swoim łóżku ale nic poza tym.
Powiedział, był oschły i stanowczy.
- Czyli, nie chcesz mnie, takiej?
Po jej policzku spłynęła łza a w sercu czuła ból jakby ktoś ją rozdzierał na milion kawałeczków.
- Nie, gdyby nie to dziecko, to pewnie bym zadzwonił i zaprosił Cię znowu na kolacje, by móc potem Cię rozebrać, a rano po prostu udawać że to nigdy się nie stało.
Wstał.
- Laura, idzie, wie o ciąży, ale pamiętaj to nie moje dziecko, tak, jeśli chodzi o spotkanie, powiedziałem jej że przypadkiem na siebie wpadliśmy, uwierzyła więc nie zepsuj tego.
Cofnął się do wyjścia.
- Ross, ale ja, Cię kocham.
Wypiszczała wręcz a jej serce w tym momencie wręcz się wyrywało do niego, i z trudem mogła opanować swoje ciało przed rzuceniem się w jego ramiona.
- Jeśli, mnie kochasz, to nie niszcz mi życia traktuj mnie jakbym był dla Ciebie nikim.
Po tych słowach wyszedł, czuł niesmak ale nic poza tym, spojrzał na zegarek był już spóźniony na plan nowego filmu.

- Vanessa, kochanie dlaczego płaczesz?
Głos Laury był łagodny, usiadła obok siostry i chwyciła jej dłoń.
- Kim, jest ten, drań powiedz mi.
Próbowała z niej wydusić jednak ta była nieugięta, pierwszy raz widziała siostrę, w takim stanie, zawsze uważała ją za osobę silną, z wzór do naśladowania.
- Nie wiem.
Wydukała, przez zęby miała ochotę krzyczeć, i płakać tak bardzo chciała się komuś wyżalić i jednocześnie chciała, by on do  niej wrócił, naprawdę go kochała, teraz zdała sobie z tego sprawę, nie wyobrażała sobie jak to wszystko ma wyglądać, nie była na tyle silna by udawać, że on nie istnieje, że jest nikim, nosiła jego dziecko, on zawsze będzie obecny w jej życiu, a przynajmniej jego złudzenie, którym żyła tamtej nocy.

- Może do niej zadzwonię?
Powiedziała sięgając po telefon.
- Po co?
Głoś Rockiego, był również zmieszany.
- Bo, ja nie potrafię, tego olać przecież będziemy rodziną wy sobie zdajecie  tego sprawę.
Zmierzyła wzrokiem dwójkę rodzeństwa i swojego chłopaka.
- Rydel, nie, mieszajmy się w to zwłaszcza że Laura nic nie wie, pomyśl może i to lepiej, Vanessa teraz cierpi ale nie straci siostry, a nie wiesz jak zareguje laura na wiadomość, o tym że to Ross jest ojcem dziecka.
Powiedział Rocky.
- To co? Mam udawać że nic się nie stało, jak spotkam Vanessę mam ją omijasz szerokim łukiem?
Rydel, wyraźnie, się poddenerwowała.
- Raczej, tak.
Wtrącił Ellington.
- Nie, na pewno tak nie zrobię, będę jej pomagać, czy to się Rossowi podoba czy nie.
Zaprotestowała, na co Rocky pokręcił, przecząco głową.
- Nie wyobrażam sobie tego.
Stwierdził, Ellington.
- A tak w ogóle gdzie jest Ross?
Powiedział, pytająco, Riker.
- Na planie, potem poszedł z Maią.
Powiedział Ellington,na co Rydel usiadła zmęczona.
- Może pogadajmy z Maią, niech się z nim nie spotyka.
Stwierdziła Rydel.
- Daj, spokój, zabronisz mu się spotykać z Maią.
Powiedział Riker, na co Rocky dodał.
- No, właśnie, mam dość słuchajcie idę spać mam dość tematu Rossa, i jego samego.
Powiedział po czym wstał i skierował się do swojej sypialni.
- Tak, ja też nie wiem jak będzie wyglądała nasza dalsza współpraca, i w ogóle relacja.
Dodał Riker, po czym, wstał i poszedł do swojej sypialni.
Rydel dalej siedziała w kuchni, miącąc telefonem w dłoniach.
- Rydel, Skarbie chodźmy spać, nie zaprzątaj sobie nim głowy to nic nie da.
Powiedział, Ellington i przytulił ją.
- Wiem, ale nie rozumiem co się z nim stało, to nie jest nasz dawny Ross.
Wstała i chwyciła Ellingtona za rękę splotła ich palce ze sobą.
- Dobrze, że mam, Ciebie i resztę.
Na to Ellington pocałował czule jej usta.
- Zawsze będę przy Tobie,

Ma Belle, Moja Księżniczko.
Wyszeptał jej  do ucha, wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni.

Piszcie komentarze, proszę chcę poznać Waszą opinię.

niedziela, 13 września 2015

Rozdział 4. Przyłapani.

Cześć, Kochani.
Przepraszam, Wa, bardzo że tyle nie pisałam, mam nadzieję, że te parę czytelników których miałam mnie nie opuściło, bo bardzo mi na Was, zależy na tym byście czytali i  na każdej Waszej opinii.




Czuła spokój gdy malutka rączka, ,, Różowej Księżniczki'' chwyciła jej dłoń.
Biegły razem, była zdziwiona szybkością z jaką mknęła nawet nie wiedząc gdzie, ale była szczęśliwa że mogła z nią być.
Bardzo ją kochała, od samego początku, jednak nie mogła pozwolić jej zostać, zrobiła to dla niego, by wiedział że jest ważny, że tylko jego kocha, że zrobi dla niego wszystko, że on jest Wszystkim czego pragnęła.

Dłonie, trzęsły się jej tak że nie potrafiła w nich niczego utrzymać, jej ciało oblewały zimne poty, czuła się strasznie,  oddech się jej urywał, był płytki i niestabilny przez co chwilami było jej słabo.
Musiała parę razy się zatrzymywać, by nie stracić równowagi, i nie paść jak kłoda.
Wyjęła telefon z torebki by zobaczyć która godzina co było wyzwaniem bo przed oczami wszystko jej się mazało i nie była pewna czy to przez łzy czy przez fakt iż było jej naprawdę słabo.
'' Będzie dobrze, Vanessa uspokój, się''.
Powiedziała sobie w myślach delikatnie, przymykając oczy, jednak nie wiele to dawało.
Na szczęście kawiarni była już blisko, ucieszyła się faktem że będzie mogła sobie usiąść i odpocząć.
Jednak bała się, tego spotkania, bała się co on powie, czy będzie chciał z nią w ogóle rozmawiać, co jeśli ją zostawi ta myśl ją paraliżowała nie mogła uwierzyć że aż tak się zaangażowała.
Westchnęła, będąc na miejscu, na zewnątrz w przyjemnym słonecznym, ogródku nikogo nie było, wszystkie stoliki były psute, weszła do środka.
W środku, było parę osób, ale nigdzie nie było Rossa.
Zajęła, więc pierwsze lepsze, miejsce przecierając oczy, jej twarz była rozmazana, z powodu makijażu, wyglądała żałośnie.

- Sądzisz, że załatwi to tak jak należy?
Rozbrzmiał się głos, Rockiego siadającego przy stole naprzeciwko Rydel, obok siedział Ellington.
- Lepsze, pytanie czy w ogóle, się tam pojawi.
Mruknął, chłopak w stronę Rokiego, Rydel natomiast westchnęła.
- Jeśli nie to okaże się, prawdziwym dupkiem.
Powiedziała, Rydel, marszcząc brwi, nie sądziła że kiedykolwiek powie tak o swoim bracie, poczuła się winna.
- O czym, gadacie?
Zapytał wchodzący, do kuchni Riker.
- Zgadnij.
Rydel spojrzała, w jego kierunku.
- I po co, wałkujecie ten temat.
Blondyn, wywrócił oczami po czym sięgnął po szklankę, i nalał sobie do niej soku z dzbanka.
- Bo to nasz brat.
Powiedziała, zdecydowanie Rydel.
- To co z tego, jest dorosły.
Riker usiadł na krześle po lewej stronie Rockiego.
- Ale, jest nie odpowiedzialny.
Wtrącił Rocky.
- No to, wywalimy go z zespołu.
Riker powiedział to swobodnie, a reszta spojrzała na niego uważnie.
- Przestań.
Powiedziała, szorstko Rydel.
- Riker ma, trochę racji.
Wrącił Ellington, a Rocky nic nie powiedział.

Ucieszyła, się faktem że wcześniej skończyła pracę, mogła dzięki temu przejść przez Centrum Handlowe, i zrobić zakupy, bo Vanessa była chora, i nie mogła tego zrobić.

Godzina, o której miał się pojawić już dawno minęła a Vanessa zdążyła już wypić dwa, soki, zjeść dwa ciastka i wypłakać dwa pudełka chusteczek.
Spuściła, głowę, po chwili jednak poczuła znajomy zapach perfum, którym napawała się jednej nocy.
Jednak, nie chciała unosić głowy, bo bała się że to tylko jej się wydaje, nie ruszyła się.
Potem, poczuła jak krzesło naprzeciwko jej odsuwa się, nadal się nie ruszyła.
Nawet, spokojne ''Vanessa'' nie pomogło.
Dopiero, dotyk, ten sam dotyk, którego miała przyjemność doświadczyć tej jednej nocy przez jej ciało przeszedł dreszcz.
Uniosła, delikatnie i z, wahaniem głowę, to był On.
- Zasnęłaś, w porządku, bo wołam Cię już od kilku minut.
Powiedział, a ona nie mogła uwierzyć że on tu jest, przed nią.
- Nie, ja tylko..
Urwała, po czym, wstała i objęła go za szyję opadając na jego kolana, z jej policzków zaczęły spływać łzy, dłonią gładziła, jego, włosy.
- Jesteś, tu.
Wyszeptała.
On, natomiast siedział sztywno, nie wiedział co powinien zrobić, nie przyszedł do niej z dobrymi wieściami.
- Vanessa.
Powiedział, starając się zachować, ,, zimną krew''.
Chciał, jej powiedzieć, to delikatnie, spokojnie po prostu nie czuł się, odpowiednią osobą która mogłaby zajmować się dzieckiem, sam nim był,  tak się czuł, czuł w sobie dzieciaka który sam sobą nie potrafi się zając, a co dopiero kimś.
Trzymała, go kurczowo, mocno jakby, nic do niej nie trafiało, zanim jednak zdążył zacząc drugie zdanie, przerwano mu.
- Ross, Vanessa?
Rozbrzmiał, się delikatny głosik, Ross aż  bał się odwrócić.
'' Nie, to nie może być, Laura''.
Pomyśłał, i spojrzał z przerażeniem, w oczach, do Vanessy chyba nawet to nie docierało, bo nawet się nie ruszyła, jakby była posągiem.
Dopiero, gdy Ross, powiedział.
- Laura.
I odepchnął, ją delikatnie to się ocknęła, spojrzała przerażona, na siostrę i wstała gwałtownie.
Laura, zaczęła zadawać pytania, których Vanessą nawet nie słyszała, do jej uszu trafiały jedynie jakieś ciche szmery, po chwili, jednak upadła.
Ross, złapał ją w ostatniej chwili w swoje ramiona, a Laura rozdziabiła usta, była zdziwiona, tylko nie wiadomo czy, omdleniem siostry, czy faktem że Ross trzymał ją w ramionach.


Proszę, o komentarze, to motywuje do dalszego, pisania.

sobota, 29 sierpnia 2015

Rozdział 3. Ten sam obiekt westchnień.

Cześć Kochani.
Zapraszam Was na trzeci rozdział i jeszcze raz bardzo dziękuję, wszystkim którzy czytają to dla mnie bardzo ważne. Jeszcze bardziej dziękuję, za wszystkie komentarze, i te pozytywne i te negatywne.



Po lewej stronie widniała niewielka półeczka z książkami, pierwszy tytuł jaki dostrzegła to ,, Królewna Śnieżka'', zaraz po tym ,, Śpiąca Królewna'', na jej twarzy zawidniał krótki uśmiech.
Chciałaby móc przenieść się do którejś z bajek, uciec do lasu by nikt ją nie mógł znaleźć, albo po prostu zasnąć i poczekać aż obudzi ją delikatny pocałunek księcia, lub po prostu spać.
Przymknęła lekko powieki, opierając się plecami o wygodne oparcie miękkiego materiałowego krzesła w zielono- białe paski, przed oczami ukazała jej się mała Księżniczka w różowych pantofelkach i równie różowej sukieneczce, biegła do niej radośnie wymachując swoimi malutkimi rączkami (....).

Otworzył oczy, pierwsze co zobaczył to biały sufit jednak to nie dało mu satysfakcji, więc uniósł głowę trochę wyżej w celu rozejrzenia się, od razu poczuł ból, przeszywający jego całe ciało jakby mu wszystko płonęło, lecz jeszcze nie zdążył dostrzec najgorszego- nie leżał sam tuż obok spała Maia.
Zmrużył oczy jeszcze bardziej i przesunął mechanicznie dłonią w powietrzu jakby, nie dowierzał że ona leży obok.
Wstał a raczej usiłował jednak nogi odmawiały mu posłuszeństwa, były miękkie jak z waty, opadł z powrotem na łóżko.
- Uciekasz mi?
Cichy, delikatny ton głosu wpadł prosto do jego ucha.
- Nie, chciałem tylko.., coś zjeść.
Obrócił głowę w prawą stronę, siedziała odkryta zupełnie naga tak samo jak on tylko wcześniej tego nie zauważył.
- W takim razie zrobię nam jajecznicę, wiem jak ją uwielbiasz.
Wymruczała i usiadła na nim, przegryzła płatek jego ucha, a potem musnęła kark, było to całkiem przyjemne nie mógł zaprzeczyć i nawet nie próbował tylko przytaknął, odgarnął parę długich, brązowych kosmyków z jej zarumienionych policzków a gdy wstała odprowadził ją wzrokiem do samej kuchni.
Otworzyła lodówkę biła od niej niesamowita pewność siebie, od początku wiedziała że go uwiedzie był naprawdę prosty wystarczyło parę kieliszków by jej plan wypalił, łatwizna.
Wyjęła jajka po czym zatrzymała się, tuż obok lodówki na ladzie leżała biała kartka.
Bez zastanowienia wzięła ją w dłoń, wychyliła się jedynie by sprawdzić czy Ross nadal leży w sypialni. Nawet się nie ruszył, zaczęła więc czytać.
'' To co robisz jest nie przyzwoite, a i jeszcze jedno jeśli do południa nie spotkasz się z Vanessą ja to zrobię- Rydel.''
Zaśmiała się pod nosem delikatnie go marszcząc jeszcze raz wyjrzała w stronę sypialni, po czym potargała kartkę i wyrzuciła do śmieci wracając do przygotowania jajecznicy.

Już któryś raz podchodziła do drzwi a sekundę po tym odchodziła, musiało to wyglądać naprawdę dziwnie bo czuła na swoich plecach wzrok przechodniów, nie wspominając już o sąsiadach.
Jeden nawet zapytał czy to jakiś nowy taniec, schowała twarz w swoich jasnych włosach wyklinając w myślach swojego ukochanego braciszka.
Uniosła delikatnie dłoń i spojrzała na zegarek, dochodziła szesnasta nie ma szans by przyszedł.
Wyjęła telefon ze swoich czarnych opiętych rurek, ale  zanim zdążyła wybrać numer usłyszała dźwięk otwierających się drzwi.
Stanęła prosto na baczność a jej usta delikatnie się rozchyliły.
- Rydel? A Laury nie ma, jest na..
Vanessa nie zdążyła nawet dokończyć zdania bo od razu jej przerwano.
- Nie przyszłam do Laury, przyszłam do Ciebie.
Odrzekła przyglądając się dziewczynie z uwagą, wyglądała na zaniedbaną jej włosy wyglądały na przetłuszczone jakby nigdy ich nie myła dodatkowo, zrobił się z nich jeden wielki kołtun, twarz była blada usta przesuszone, cała ona była strasznie chuda, za chuda jak na swój stan.
Vanessa gestem wpuściła Rydel do środka, chyba zauważyła jak się jej przyglądała bo na jej twarzy pojawił się grymas.
- Napijesz się czegoś?
Zapytała kierując się w swoim dresie i żelkowej bluzce w stronę kuchni, jednak zatrzymała się gdy Rydel potrząsnęła przecząco głową.
- To może chociaż usiądziesz.
Zachęcała pokazując głową na salon.
Blondynka ruszyła w jego stronę i usiadła na brzegu czerwonej, skórzanej kanapy.
- Przepraszam za bałagan powinnam pos..
Znowu jej przerwano.
- Rozmawiałaś z nim?
Wtrąciła Rydel, nie chcąc słuchać tłumaczeń bo naprawdę nie interesowała ją sprawa porządku w salonie.
- Nie, znaczy od czasu gdy mu powiedziałam, tylko smsowaliśmy czasem dzwonił.
Vanessa usiadła na fotelu i skuliła nogi pod siebie.
- Co zamierzacie z tym zrobić?
Ciągnęła.
- Nie wiem.
Vanessa wzruszyła ramionami, na co Rydel miała wielką ochotę nią potrzepać i dać porządnie po twarzy.
- Jak możesz nie wiedzieć, to niedługo będzie widać a Twoja zakochana w nim siostra o  niczym nie wie.
Nie mogła powstrzymać się od krzyku.
- Skąd wiesz o tym że Laura się w nim zadurzyła?
Zapytała zdziwiona skubiąc swoją bluzkę palcami.
- Wystarczy na nią spojrzeć, wystarczy posłuchać nic nie zauważyłaś? Musisz jej powiedzieć, oboje musicie jej powiedzieć i zdecydować co z tym zrobicie.
Ścisnęła mocno dłonie, by czasem jedna z nich nie wymsknęła się w stronę rozmówczyni.
- Nic  nie zauważyłam, na pewno jej przejdzie, przestaną się spotykać już niebawem bo ich wspólna przygoda się skończyła, a wtedy przejdzie i fascynacja.
Vanessa czuła jakby ktoś umieścił jej wielkiego kołka w gardle, z trudem wymawiała słowa.
- Bardzo by Ci było to na rękę, ty go w ogóle kochasz?
Gdy patrzyła na tą '' kupę nieszczęścia'' robiło jej się niedobrze, widziała uśmiech nad którym walczyła sama ze sobą, wszystko było jasne.
- Kochasz go.Powiedziała i pośpiesznie dodała.
- Nie rób, tej głupawej miny obie jesteście takie same, maślane oczy i ten błysk, obie macie ten sam obiekt westchnień.
- Nie mów, Laurze ona mnie znienawidzi.
Ścisnęło ją w gardle schowała twarz w dłoniach.
- Nie powiem, jeśli Ty to zrobisz.
Ostrzegała Rydel, po czym objęła wręcz w powietrzu łkającą dziewczynę.
- Chciałabym powiedzieć razem z nim.
Wyjąkała.
- Powinniście się spotkać.
Zasugerowała blondynka.
- Nie będzie chciał rozmawiać.
Vanessa przetarła oczy.
- Będzie, jutro w tej małej kawiarence za rogiem, nie wymiga się.
Rydel wstała, mierząc wzrokiem rozmówczynię.
- Który to..
Urwała.
- Miesiąc.
Odpowiedziała Van, a Rydel jedynie przytaknęła po czym skierowała się do wyjścia, pośpiesznie bo dostrzegła Laurę przez okno.
- O Rydel, cześć.
Powiedziała Laura, z radosnym uśmiechem, w dłoniach trzymała siatki z zakupami.
- Cześć, Laura a co to za święto?
Zapytała Rydel wskazując na torby.
- Vanessa mówiła że się źle czuje, chyba grypa więc zrobię jej rosół.
Laura uśmiechnęła się jeszcze szerzej, a Rydel poczuła jakby ktoś gwoźdźmi jeździł po jej żołądku i  sercu.
- Nie sądzę by była na tyle chora, sądzę że sama jest w stanie sobie zrobić, ale może się mylę cóż muszę iść Ellington na mnie czeka.
Dodała wskazując, na czarny dość duży samochód, i poszła a Laura krzyknęła za nią '' Do zobaczenia.''.
Cieszyła się że miała to już za sobą, ale i tak nie czuła zbytniej ulgi, bała się co będzie gdy Laura się dowie. Jak zaakceptuje myśl że zostanie ciocią, dziecka którego ojciec jest jej cichutką miłością,  a Ross o czym ten gamoń myślał, co on robi, to jakiś wariactwo.
Rydel bała się że chłopak nie stanie na wysokości zadania, a Vanessa zostanie całkiem sama.


Każdy komentarz jest, dla mnie ważny, i motywujący do dalszego pisania, tworzenia.

piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział 2.Idealny dupek.

Cześć Kochani.
Bardzo Wam dziękuję, za to że chciało Wam się przeczytać, to dla mnie wiele znaczy, zdaję sobie sprawę z błędów ale obiecuję że się poprawię i mam nadzieję że, dalej będziecie chcieli czytać i śledzić losy Naszych bohaterów.



- Chodź ze mną.
Jej ton głosu, brzmiał bardziej jak błaganie, niż  prośba, skręcało ją w żołądku czuła się jak przed ważnym egzaminem, jakby miała pierwszy raz wystąpić na scenie, nadal była straszną panikarą idiotką tak była idiotką.
- Nie zostałam zaproszona, poza tym nie potrzebujesz starszej siostry by porozmawiać z chłopakiem.
Objęła ją ramieniem i podała granatowy płaszcz z czarno złotymi guzikami.
- Powiedzieli że, mogę przyjść z osobą towarzyszącą.
Przypomniała Laura, próbując jeszcze walczyć z siostrą, jednak ta była nieugięta.
Nadjechał Calum, Laura umówiła się że pojedzie z nim,  więc pośpiesznie pożegnała się z Vanessą by, chłopak nie czekał zbyt długo i wyszła z mieszkania oglądając się jeszcze dwa razy za siebie, czuła się naprawdę dziwnie tak niepewnie.
Przez całą drogę siedziała w milczeniu, nie potrafiła wydusić ani słowa.

Przesunęła dłońmi po jego klatce, zatrzymując je dopiero na brzuchu, i nachyliła się próbując wypatrzeć jaką treść zawiera wiadomość którą pisał na swoim telefonie, jednak na marne gdy tylko wyczuł  jej wzrok złapał delikatnie za jej fikuśny, delikatny nos i zaśmiał się sięgając po kieliszek czerwonego wina leżący, tuż przed nim, zaraz po tym usłyszał znajomy głos odwrócił się.
- Calum!
Wrzasnął radośnie wstając z krzesła by się przywitać. Laura stała z boku, chcąc stać się nie widzialna jednak nie znała, odpowiedniego zaklęcia by to zrobić. Ross wyglądał idealnie, jego blond włosy wyglądały na trochę nie uczesane a zarazem tak precyzyjnie ułożone, biała rozpięta koszula delikatnie ukazywała kawałek jego ciała, dodając mu przez to seksapilu i jeszcze te perfumy, bardzo dobrze znany jej  zapach taki zapach mógł mieć tylko Ross i nawet gdyby każdy chłopak, spryskał się tymi samymi perfumami, to Ross i tak pachniałby wyjątkowo
Westchnęła.
- Cześć Lau nie zauważyłem Cię już myślałem że nie dotrzesz, gdzie Vanessa?
Zapytał pomagając zdjąć jej płaszcz, wywracając teatralnie oczami na widok sukienki którą wybrała Laura.
- Nie zauważyłeś mnie bo ostatnio oglądałam Harrego Potera i umiem znikać, a przyleciałam tu na miotle. Vanessa nie chciała się wpraszać, choć szczerze ją namawiałam by przyszła.
Zaśmiała się przy pierwszej połowie swojego zdania, a przy drugiej nieco z poważniała, jej wzrok na chwilę przykuł jedno miejsce przy stole, miejsce Mai po lewej stronie obok Rossa, po prawej usiądzie Calum bo właśnie wtrącił o tym po czym dodał, że zamierza się upić.
- Zap.. znaczy, pewnie nie mogła.
Mruknął Ross jeszcze w stronę Laury, a sekundę później siedział już przy stoliku przy Mai i Calumie.

Ułożyła się wygodnie na kanapie, układając głowę na brązowej puszystej poduszce  w swojej zabawnej za dużej, rozciągniętej bluzce z żelkowym motywem przesuwając dłonią delikatnie po swoim brzuchu, sięgnęła po pilota włączając telewizor, jednak po chwili musiała się podnieść bo jej telefon dawał znak, o nowym smsie, na początku zastanawiała się czy w ogóle go otworzyć.
'' Co z Tobą?''
Rzuciła telefonem o podłogę, przegryzając wargę.
'' Dobrze wiesz,co ze mną.''
Wróciła z powrotem na kanapę, nie zdążyła nawet ułożyć głowy z powrotem na poduszce.
'' To nie zmienia faktu że i tak, mogłaś przyjść Vanessa.''
Naprawdę zaczynała mieć dość tej rozmowy, denerwowała się.
'' Tak mogłam przyjść i powiedzieć jakim jesteś dupkiem.''
Sięgnęła dłonią po różową, miseczkę z popcornem i wpakowała sobie garstkę do ust.
'' Ja? Sama się wepchałaś.''
Przełączała kanałami zatrzymując się dopiero na ,, Disney Channel ''.
Gdzie ujrzała nie Kogo innego tylko swoją siostrę leciał ,, Bad Hair Day.'', zaśmiała się bo tak naprawdę nie miała możliwości, wcześniej obejrzeć tego filmu ze względu na swoją pracę, wzięła telefon w dłoń.
'' Nie chce mi się, z Tobą gadać Ross''.
Wstukała niechlujnie i ponownie wepchnęła sobie do ust popcorn, i wyciszyła telefon by nie korciło ją sprawdzanie, oblizała usta czując słony posmak.
Wstała odgarniając rozczochrane, ciemne kosmyki i poszła do kuchni, stanęła na wprost przy kuchence po czym jednak skierowała się po karton z sokiem stojący na drewnianej w odcieniu orzecha laskowego szafce.
Nalała sobie pełną szklankę i wypiła ciurkiem, po czym nalała sobie jeszcze jedną, by nie wstawać za pięć minut i wróciła do salonu, na kanapę.


Poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu- Rydel.
- Długo będziesz jeszcze tutaj stać? Bo wiesz, jest wolne miejsce przy stole, jeśli zdecydowałabyś się usiąść.
Te same blond włosy podobny uśmiech.
- Tak ja znaczy, zamyśliłam się.
Mruknęła.
- Wiem, patrzysz na niego już dobre dwadzieścia minut.
Rydel skierowała swoje spojrzenie na Rossa.
- Nie wcale nie patrzę na '' Niego''.
Laura poczuła się zakłopotana, a jej dłonie zaczęły się delikatnie pocić.
- Ok spoko.
Rydel poprawiła kącik swojej czarnej spódnicy, a potem ramiączko, różowej bluzki z napisem ''Girl''.
- To może po prostu się przejdziemy?
Zaproponowała patrząc piwnym spojrzeniem na Laurę, zdawała sobie sprawę z jej zakłopotania i chciała rozładować napięcie.
Laura zawsze według niej była spokojna, cicha i może dlatego nie zaprzyjaźniły się zbytnio, jednak odkąd dostrzegła Kto jest jej obiektem westchnień, zrobiło jej się żal i chciała ją odpędzić od tego.
Kochała swojego brata ale, nie był on najlepszym kandydatem na chłopaka dla Lau.
- Dobrze, chodźmy.
Powiedziała idąc w stronę wyjścia.
- Ok, uwielbiam tą sukienkę wiesz, wyglądasz w niej prześlicznie.
Rydel posłała jej ciepły uśmiech, na dworze było przyjemnie, ciepło a chłód był nieodczuwalny.
- Naprawdę? Dziękuję, ja też.
Odwzajemniła uśmiech.
'' A co jeśli nie uda jej się przekonać Laury, co jeśli dziewczyna dowie się prawdy?''
Wyraz twarzy Rydel wyglądał jakby miała się zaraz się rozpłakać.
- W porządku?
Zapytała Laura.
- Tak, tak tylko straszna taka noc, ciemna nie wiadomo co kryje, jej prawdziwe oblicze.
Rydel spojrzała, w bezgwiezdne niebo.


czwartek, 27 sierpnia 2015

Rzdział 1. Inni niż w Filmie.

Cześć Kochani.
Jestem Lari i chciałabym Was poinformować że zaczynam pisać Opowiadanie dotyczące R5 Rossa Laury i Mai oraz innych bohaterów.
Jeśli lubicie Któregoś z nich albo po prostu c\chcielibyście coś poczytać a nie szczególnie wiecie co to Zapraszam.
Opowiadanie zawiera motywy wymyślone przeze Mnie.


Usiadła, bezwładnie na krześle obok swojego zdobionego biurka na którym panował nieład, dookoła było dość ciemno ze względu na to że wszystkie okna były zasłonięte,  jej dłonie wyraźnie drżały a oddech był nie spokojny, po żółto srebrnych idealnie przypiłowanych paznokciach ciekły delikatne czerwone kropelki brudząc przy tym puszysty biały dywanik leżący tuż obok.
Z Jej, ust wydobył się niesłyszalny krzyk a dłoń pomaszerowała w stronę malutkich różowych bucików z koralikami, wyglądającymi jak pantofelki małej Księżniczki.
Uśmiechnęła, się, trzymając je w swoich dłoniach, a z jej ciemnych, czekoladowych okrągłych, oczu  niczym oczka, pluszowego misia, spłynęła łza.
Nóżki Księżniczki nigdy nie będą w nich stąpać, nóżki Księżniczki nigdy nie będą stąpać po czymkolwiek.(..)

- Zaprosił, Cię to, powinnaś iść.
- No, nie, wiem uwielbiam ekipę wiesz Raini, Calum ale reszta.
Powiedziała, spoglądając przed siebie a w dłoni wymahiwała ulubionym błyszczykiem.
- Reszta, czyli, Maia?
Rzuciła, jej, podejrzliwe spojrzenie.
- Van, przestań nie chodzi o Maię chodzi o wszystkich.
Podniosła, ton, i wstała z łóżka po czym usiadła na krześle przy swojej toaletce na jej półce stały kosmetyki perfumy Laura zawsze chciała mieć taką toaletkę uwielbiała czuć się, dziewczęco bo wtedy czuła się pewniej z samą sobą.
- Od, kiedy, przeszkadza Ci towarzystwo Rydel, Rikera?
- Nie, czuję się komfortowo.
- Od kiedy? Odkąd pomiędzy Rikerem a Rossem stanęła Maia a Ty nie zajęłaś miejsca przy jego ramieniu?
Podeszła, do siostry, i chwyciła delikatnie jej włosy.
- Nie, chodzi o Maię.
Wrzasnęła, tak że aż piesek leżący po, drugiej stronie, łóżka podniósł głowę.
- Typowe, krzyczysz bo się wypierasz, prawdy.
Powiedziała, sięgnęła po szczotkę.
- Daj, spokój.
Mruknęła Laura.
- Odkąd Ross zaczął kręcić Teen Beach 2 Ty chodzisz jak osa już przy jedynce można było to wyczuć.
Powiedziała, czesząc włosy Laury.
- Po, prostu, ja koniec Austina i Ally.
Westchnęła, tym razem słyszalnie.
- Co, to, ma wspólnego z Tobą i Rossem? Możesz dalej, się z Nim spotykać, przyjaźnić powiedzieć ile dla Ciebie znaczy ten cukierkowy Blondyn.
- Przestań, nic dla mnie nie znaczy, to tylko praca to tylko Austin i Ally.
Poprawiła, siostrę malując usta.
- Jak, dzieci, wiem dlaczego nie lubisz Mai.
Vanessa, podeszła do Laury i zaczęła robić jej makijaż.
- Dlaczego niby?
Laura, spojrzała na nią.
- Bo Maia ma odwagę by Rossa przytulić nawet poza planem.
Przesunęła, tuszem po jej i tak już długich rzęsach.
- Dobrze, teraz sukienka ta czerwona z cekinami ta z Austina i Ally.
Laura, wstała gwałtownie.

- Jeszcze, więcej wściśniesz tego ,, kleju'' na włosy i jestem pewien że następnego dnia będą wyglądać jakby Ktoś na nie zwymiotował.
Przeszedł, pomiędzy drzwiami od łazienki a ich wspólnym pokojem by wziąć telefon.
Ross spojrzał na niego jak na wroga po czym przejrzał się w lustrze poprawił złociste idealnie, układające się  włosy i spojrzał jeszcze raz.
Za, drugim spojrzeniem nic się, nie zmieniło nadal widział swoje odbicie, swoje orzechowe oczy, swój, nos swój uśmiech opakowanie się nie zmieniło, zamknął drzwi i zsunął ręcznik po czym sięgnął po różowe bokserki i usiadł na chwilę na umywalce, z leżących obok spodni wyjął niewielką paczkę z papierosami.
Wyjął, jednego, z nich i wsunął sobie pomiędzy usta po czym zapalił zaciągając się dymem.
Odetchnął, po czym zaczął się ubierać.
- Ross, jesteś, już gotowy?
Rozbrzmiał, się głos Rockiego pukającego delikatnie w drzwi.
- Jestem.
Zgasił, papierosa, a paczkę schował używając przed tym sporą ilość perfum, wyszedł.
- Gotowy.
Powiedział.
- W Takim, razie jedziemy.
Odpowiedział Rocky, reszta czekała na dole.

Pierwszy, rozdział, komentujcie to motywuje, piszcie co sądzicie Proszę.