sobota, 17 października 2015

Rozdział 5 Niczym, sztylet wbity, w serce.

Cześć, Kochani.
Przepraszam, tych, którzy czytają tego bloga ( pewnie jest to tylko parę osób no ale.) za to że tak dawno niczego nie dodawałam, ale wiecie szkoła i w ogóle, teraz jeśli tylko będziecie czytać to będę dodawała wpisy regularnie co tydzień, tylko piszcie czy jesteście ciekawi dalszych losów bohaterów, i czy chcecie bym dodawała dalsze rozdziały.



Różowa, ,, księżniczka, powiedziała jej że nie ma żalu, zrozumiała ją choć w jej ślicznych ciemnych niczym węgiel oczkach krył się smutek, może nawet odrobina żalu, za to że nie miała możliwości by pokazać że ona też ją kochała, i jego kochała ich mimo że ich jeszcze nie znała, chciała być częścią ich świata, lecz oni nie dali jej na to szansy, bo byli zupełnie innymi osobami którzy nie potrafili się połączyć i stworzyć całości, takiego węzła który ich będzie trzymał zawsze razem, musieli się stracić.

Chwile to trwało zanim odzyskała pełną ostrość i zrozumiała gdzie jest, to nie był sen, leżała w łóżku szpitalnym podłączona do kroplówki, jej ciało było blade i zimne niczym ciało nowo narodzonego wampira, jednak zupełnie słabe nie to co ciało takiego Edwarda, silne, opanowane jej ciało było kruche i się trzęsło z zimna ale przede wszystkim, ze strachu na myśl o tym co będzie dalej.
Niczego nie zdążyli przedyskutować, nie wiedziała co chciał jej powiedzieć.
Przed jej oczami ukazał się cudowny obrazek, ona z nim, trzymająca w dłoniach małe stworzenie.
Tak bardzo pragnęła, by ten obrazek stał się rzeczywistością, westchnęła wpatrują się w ciemnozieloną ścianę szpitalnej sali.
Po chwili jednak jej wzrok przykuły drzwi w których stał Ross, rozchyliła delikatnie usta jakby chciała coś powiedzieć ale nie mogła.
Podszedł do niej, usiadł na krześle przy jej łóżku patrzyła cały czas na niego, wzrokiem mówiącym ,, Zamierz, mnie stąd, zabierz mnie do domu i przytul mocno'', nie mogła tego opanować tak bardzo chciała, by chociaż chwycił jej dłoń.
- Ross, ja.
Zaczęła, łamliwym cichym głosem, myślała że wyjdzie jej to lepiej.
- Daj, spokój, odwalasz niezłą szopkę, co to w ogóle, ma być?
Powiedział sucho i nieprzyjemnie, Vanessa poczuła jak ściska ją w gardle.
- Ross, nie chciałam tego, przestraszyłam się gdy zobaczyłam Laurę.
Wydukała.
- Ja, też, dlatego więcej nie będę ryzykował.
- Co masz na myśli?
Czuła jak wzrasta w niej niepewność.
- Nie, będziemy, się więcej spotykać, od początku chciałem Ci to powiedzieć, nie nadaję się do wychowywania dzieci.
Powiedział, stanowczo.
- Ross, ale ja też nie, i boję się ale razem, damy radę.
Wyciągnęła swoją dłoń w jego stronę i opuszkami swoich palców przesunęła po jego dłoni.
- Nie, Vanessa.
Zaprzeczył, a ona chwyciła jego dłoń mocniej, na co on uwolnił swoją dłoń z uścisku jej dłoni.
- Vanessa, ja nie będę udawał, nie kocham Cię rozumiesz to? Owszem pociągasz mnie, i gdybym mógł teraz się z Tobą przespać to bym to zrobił, lubię Cię mieć, w swoim łóżku ale nic poza tym.
Powiedział, był oschły i stanowczy.
- Czyli, nie chcesz mnie, takiej?
Po jej policzku spłynęła łza a w sercu czuła ból jakby ktoś ją rozdzierał na milion kawałeczków.
- Nie, gdyby nie to dziecko, to pewnie bym zadzwonił i zaprosił Cię znowu na kolacje, by móc potem Cię rozebrać, a rano po prostu udawać że to nigdy się nie stało.
Wstał.
- Laura, idzie, wie o ciąży, ale pamiętaj to nie moje dziecko, tak, jeśli chodzi o spotkanie, powiedziałem jej że przypadkiem na siebie wpadliśmy, uwierzyła więc nie zepsuj tego.
Cofnął się do wyjścia.
- Ross, ale ja, Cię kocham.
Wypiszczała wręcz a jej serce w tym momencie wręcz się wyrywało do niego, i z trudem mogła opanować swoje ciało przed rzuceniem się w jego ramiona.
- Jeśli, mnie kochasz, to nie niszcz mi życia traktuj mnie jakbym był dla Ciebie nikim.
Po tych słowach wyszedł, czuł niesmak ale nic poza tym, spojrzał na zegarek był już spóźniony na plan nowego filmu.

- Vanessa, kochanie dlaczego płaczesz?
Głos Laury był łagodny, usiadła obok siostry i chwyciła jej dłoń.
- Kim, jest ten, drań powiedz mi.
Próbowała z niej wydusić jednak ta była nieugięta, pierwszy raz widziała siostrę, w takim stanie, zawsze uważała ją za osobę silną, z wzór do naśladowania.
- Nie wiem.
Wydukała, przez zęby miała ochotę krzyczeć, i płakać tak bardzo chciała się komuś wyżalić i jednocześnie chciała, by on do  niej wrócił, naprawdę go kochała, teraz zdała sobie z tego sprawę, nie wyobrażała sobie jak to wszystko ma wyglądać, nie była na tyle silna by udawać, że on nie istnieje, że jest nikim, nosiła jego dziecko, on zawsze będzie obecny w jej życiu, a przynajmniej jego złudzenie, którym żyła tamtej nocy.

- Może do niej zadzwonię?
Powiedziała sięgając po telefon.
- Po co?
Głoś Rockiego, był również zmieszany.
- Bo, ja nie potrafię, tego olać przecież będziemy rodziną wy sobie zdajecie  tego sprawę.
Zmierzyła wzrokiem dwójkę rodzeństwa i swojego chłopaka.
- Rydel, nie, mieszajmy się w to zwłaszcza że Laura nic nie wie, pomyśl może i to lepiej, Vanessa teraz cierpi ale nie straci siostry, a nie wiesz jak zareguje laura na wiadomość, o tym że to Ross jest ojcem dziecka.
Powiedział Rocky.
- To co? Mam udawać że nic się nie stało, jak spotkam Vanessę mam ją omijasz szerokim łukiem?
Rydel, wyraźnie, się poddenerwowała.
- Raczej, tak.
Wtrącił Ellington.
- Nie, na pewno tak nie zrobię, będę jej pomagać, czy to się Rossowi podoba czy nie.
Zaprotestowała, na co Rocky pokręcił, przecząco głową.
- Nie wyobrażam sobie tego.
Stwierdził, Ellington.
- A tak w ogóle gdzie jest Ross?
Powiedział, pytająco, Riker.
- Na planie, potem poszedł z Maią.
Powiedział Ellington,na co Rydel usiadła zmęczona.
- Może pogadajmy z Maią, niech się z nim nie spotyka.
Stwierdziła Rydel.
- Daj, spokój, zabronisz mu się spotykać z Maią.
Powiedział Riker, na co Rocky dodał.
- No, właśnie, mam dość słuchajcie idę spać mam dość tematu Rossa, i jego samego.
Powiedział po czym wstał i skierował się do swojej sypialni.
- Tak, ja też nie wiem jak będzie wyglądała nasza dalsza współpraca, i w ogóle relacja.
Dodał Riker, po czym, wstał i poszedł do swojej sypialni.
Rydel dalej siedziała w kuchni, miącąc telefonem w dłoniach.
- Rydel, Skarbie chodźmy spać, nie zaprzątaj sobie nim głowy to nic nie da.
Powiedział, Ellington i przytulił ją.
- Wiem, ale nie rozumiem co się z nim stało, to nie jest nasz dawny Ross.
Wstała i chwyciła Ellingtona za rękę splotła ich palce ze sobą.
- Dobrze, że mam, Ciebie i resztę.
Na to Ellington pocałował czule jej usta.
- Zawsze będę przy Tobie,

Ma Belle, Moja Księżniczko.
Wyszeptał jej  do ucha, wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni.

Piszcie komentarze, proszę chcę poznać Waszą opinię.