sobota, 29 sierpnia 2015

Rozdział 3. Ten sam obiekt westchnień.

Cześć Kochani.
Zapraszam Was na trzeci rozdział i jeszcze raz bardzo dziękuję, wszystkim którzy czytają to dla mnie bardzo ważne. Jeszcze bardziej dziękuję, za wszystkie komentarze, i te pozytywne i te negatywne.



Po lewej stronie widniała niewielka półeczka z książkami, pierwszy tytuł jaki dostrzegła to ,, Królewna Śnieżka'', zaraz po tym ,, Śpiąca Królewna'', na jej twarzy zawidniał krótki uśmiech.
Chciałaby móc przenieść się do którejś z bajek, uciec do lasu by nikt ją nie mógł znaleźć, albo po prostu zasnąć i poczekać aż obudzi ją delikatny pocałunek księcia, lub po prostu spać.
Przymknęła lekko powieki, opierając się plecami o wygodne oparcie miękkiego materiałowego krzesła w zielono- białe paski, przed oczami ukazała jej się mała Księżniczka w różowych pantofelkach i równie różowej sukieneczce, biegła do niej radośnie wymachując swoimi malutkimi rączkami (....).

Otworzył oczy, pierwsze co zobaczył to biały sufit jednak to nie dało mu satysfakcji, więc uniósł głowę trochę wyżej w celu rozejrzenia się, od razu poczuł ból, przeszywający jego całe ciało jakby mu wszystko płonęło, lecz jeszcze nie zdążył dostrzec najgorszego- nie leżał sam tuż obok spała Maia.
Zmrużył oczy jeszcze bardziej i przesunął mechanicznie dłonią w powietrzu jakby, nie dowierzał że ona leży obok.
Wstał a raczej usiłował jednak nogi odmawiały mu posłuszeństwa, były miękkie jak z waty, opadł z powrotem na łóżko.
- Uciekasz mi?
Cichy, delikatny ton głosu wpadł prosto do jego ucha.
- Nie, chciałem tylko.., coś zjeść.
Obrócił głowę w prawą stronę, siedziała odkryta zupełnie naga tak samo jak on tylko wcześniej tego nie zauważył.
- W takim razie zrobię nam jajecznicę, wiem jak ją uwielbiasz.
Wymruczała i usiadła na nim, przegryzła płatek jego ucha, a potem musnęła kark, było to całkiem przyjemne nie mógł zaprzeczyć i nawet nie próbował tylko przytaknął, odgarnął parę długich, brązowych kosmyków z jej zarumienionych policzków a gdy wstała odprowadził ją wzrokiem do samej kuchni.
Otworzyła lodówkę biła od niej niesamowita pewność siebie, od początku wiedziała że go uwiedzie był naprawdę prosty wystarczyło parę kieliszków by jej plan wypalił, łatwizna.
Wyjęła jajka po czym zatrzymała się, tuż obok lodówki na ladzie leżała biała kartka.
Bez zastanowienia wzięła ją w dłoń, wychyliła się jedynie by sprawdzić czy Ross nadal leży w sypialni. Nawet się nie ruszył, zaczęła więc czytać.
'' To co robisz jest nie przyzwoite, a i jeszcze jedno jeśli do południa nie spotkasz się z Vanessą ja to zrobię- Rydel.''
Zaśmiała się pod nosem delikatnie go marszcząc jeszcze raz wyjrzała w stronę sypialni, po czym potargała kartkę i wyrzuciła do śmieci wracając do przygotowania jajecznicy.

Już któryś raz podchodziła do drzwi a sekundę po tym odchodziła, musiało to wyglądać naprawdę dziwnie bo czuła na swoich plecach wzrok przechodniów, nie wspominając już o sąsiadach.
Jeden nawet zapytał czy to jakiś nowy taniec, schowała twarz w swoich jasnych włosach wyklinając w myślach swojego ukochanego braciszka.
Uniosła delikatnie dłoń i spojrzała na zegarek, dochodziła szesnasta nie ma szans by przyszedł.
Wyjęła telefon ze swoich czarnych opiętych rurek, ale  zanim zdążyła wybrać numer usłyszała dźwięk otwierających się drzwi.
Stanęła prosto na baczność a jej usta delikatnie się rozchyliły.
- Rydel? A Laury nie ma, jest na..
Vanessa nie zdążyła nawet dokończyć zdania bo od razu jej przerwano.
- Nie przyszłam do Laury, przyszłam do Ciebie.
Odrzekła przyglądając się dziewczynie z uwagą, wyglądała na zaniedbaną jej włosy wyglądały na przetłuszczone jakby nigdy ich nie myła dodatkowo, zrobił się z nich jeden wielki kołtun, twarz była blada usta przesuszone, cała ona była strasznie chuda, za chuda jak na swój stan.
Vanessa gestem wpuściła Rydel do środka, chyba zauważyła jak się jej przyglądała bo na jej twarzy pojawił się grymas.
- Napijesz się czegoś?
Zapytała kierując się w swoim dresie i żelkowej bluzce w stronę kuchni, jednak zatrzymała się gdy Rydel potrząsnęła przecząco głową.
- To może chociaż usiądziesz.
Zachęcała pokazując głową na salon.
Blondynka ruszyła w jego stronę i usiadła na brzegu czerwonej, skórzanej kanapy.
- Przepraszam za bałagan powinnam pos..
Znowu jej przerwano.
- Rozmawiałaś z nim?
Wtrąciła Rydel, nie chcąc słuchać tłumaczeń bo naprawdę nie interesowała ją sprawa porządku w salonie.
- Nie, znaczy od czasu gdy mu powiedziałam, tylko smsowaliśmy czasem dzwonił.
Vanessa usiadła na fotelu i skuliła nogi pod siebie.
- Co zamierzacie z tym zrobić?
Ciągnęła.
- Nie wiem.
Vanessa wzruszyła ramionami, na co Rydel miała wielką ochotę nią potrzepać i dać porządnie po twarzy.
- Jak możesz nie wiedzieć, to niedługo będzie widać a Twoja zakochana w nim siostra o  niczym nie wie.
Nie mogła powstrzymać się od krzyku.
- Skąd wiesz o tym że Laura się w nim zadurzyła?
Zapytała zdziwiona skubiąc swoją bluzkę palcami.
- Wystarczy na nią spojrzeć, wystarczy posłuchać nic nie zauważyłaś? Musisz jej powiedzieć, oboje musicie jej powiedzieć i zdecydować co z tym zrobicie.
Ścisnęła mocno dłonie, by czasem jedna z nich nie wymsknęła się w stronę rozmówczyni.
- Nic  nie zauważyłam, na pewno jej przejdzie, przestaną się spotykać już niebawem bo ich wspólna przygoda się skończyła, a wtedy przejdzie i fascynacja.
Vanessa czuła jakby ktoś umieścił jej wielkiego kołka w gardle, z trudem wymawiała słowa.
- Bardzo by Ci było to na rękę, ty go w ogóle kochasz?
Gdy patrzyła na tą '' kupę nieszczęścia'' robiło jej się niedobrze, widziała uśmiech nad którym walczyła sama ze sobą, wszystko było jasne.
- Kochasz go.Powiedziała i pośpiesznie dodała.
- Nie rób, tej głupawej miny obie jesteście takie same, maślane oczy i ten błysk, obie macie ten sam obiekt westchnień.
- Nie mów, Laurze ona mnie znienawidzi.
Ścisnęło ją w gardle schowała twarz w dłoniach.
- Nie powiem, jeśli Ty to zrobisz.
Ostrzegała Rydel, po czym objęła wręcz w powietrzu łkającą dziewczynę.
- Chciałabym powiedzieć razem z nim.
Wyjąkała.
- Powinniście się spotkać.
Zasugerowała blondynka.
- Nie będzie chciał rozmawiać.
Vanessa przetarła oczy.
- Będzie, jutro w tej małej kawiarence za rogiem, nie wymiga się.
Rydel wstała, mierząc wzrokiem rozmówczynię.
- Który to..
Urwała.
- Miesiąc.
Odpowiedziała Van, a Rydel jedynie przytaknęła po czym skierowała się do wyjścia, pośpiesznie bo dostrzegła Laurę przez okno.
- O Rydel, cześć.
Powiedziała Laura, z radosnym uśmiechem, w dłoniach trzymała siatki z zakupami.
- Cześć, Laura a co to za święto?
Zapytała Rydel wskazując na torby.
- Vanessa mówiła że się źle czuje, chyba grypa więc zrobię jej rosół.
Laura uśmiechnęła się jeszcze szerzej, a Rydel poczuła jakby ktoś gwoźdźmi jeździł po jej żołądku i  sercu.
- Nie sądzę by była na tyle chora, sądzę że sama jest w stanie sobie zrobić, ale może się mylę cóż muszę iść Ellington na mnie czeka.
Dodała wskazując, na czarny dość duży samochód, i poszła a Laura krzyknęła za nią '' Do zobaczenia.''.
Cieszyła się że miała to już za sobą, ale i tak nie czuła zbytniej ulgi, bała się co będzie gdy Laura się dowie. Jak zaakceptuje myśl że zostanie ciocią, dziecka którego ojciec jest jej cichutką miłością,  a Ross o czym ten gamoń myślał, co on robi, to jakiś wariactwo.
Rydel bała się że chłopak nie stanie na wysokości zadania, a Vanessa zostanie całkiem sama.


Każdy komentarz jest, dla mnie ważny, i motywujący do dalszego pisania, tworzenia.

1 komentarz: